You are currently viewing Górska sielanka z jogą i widokiem na pasmo Tatr, czego chcieć więcej?
Górska sielanka z jogą i widokiem na pasmo Tatr, czego chcieć więcej?

Kolejny slow weekend za nami! Dla mnie osobiście był to poniekąd powrót do początku – a to dlatego, że pierwszy nasz slow camp odbył się właśnie w Górnej Chacie, czyli dokładnie tam, gdzie relaksowaliśmy się w ostatni weekend.

Uf! Wzdycham sobie z wielką wdzięcznością i puszczam wszelkie emocje po tym cudownym weekendzie. Każdy kolejny wyjazd jest dla mnie niesamowitą dawką inspiracji, nowych relacji, ale także niezłym zastrzykiem stresu! Przynajmniej przez pierwsze godziny, kiedy wszyscy się zjeżdżamy i obserwuję Wasze reakcje na miejsce, na moją energię, ale jak tylko cała machina ruszy i zasiadamy wspólnie do stołu – wszystko opada to wiem, że wchodzimy w kolejną, magiczną slow przygodę. I tak też wyglądał zeszły weekend – relaks, cisza, praktyka jogi, przepyszne jedzenie i niepowtarzalny widok na pasmo Tatr.

Górnej Chaty chyba nie muszę Wam przedstawiać – to jest miejsce w którym człowiek zakochuje się od pierwszego widoku, oddechu, spojrzenia. Jesteś tam i nie wierzysz, że takie miejsca istnieją! Co prawda przy okazji tego wyjazdu również miałam niepokój czy wszyscy uczestnicy docenią te aspekty, które mnie przyciągnęły do tego miejsca, ale jak się okazało to były zupełnie niepotrzebne obawy! Otuleni przez góry, naturę i wszechobecną ciszę popłynęliśmy w slow weekend.

O nasze ciała, dusze i głowy zadbała Kasia Klimczewska (@shenjoy), która prowadziła dla nas praktykę jogi, a także warsztat intuicji połączony z praktyką jogi nidry, czyli jogi śnienia. Całość uzupełniła fantastyczna, przepyszna, obłędna (i jeszcze wiele, wiele innych przymiotników mogłabym tutaj dodać) roślinna kuchnia Darii Rogowskiej, którą większość z Was może kojarzyć przez bloga ekocentryczka.pl

Wyjazd zakończyliśmy kręgiem w którym każdy z nas podzilił się swoimi przemyśleniami i odczuciami. I to był ten moment w którym przy każdym kolejnym słowie dziękuje czułam jak zaciska mnie w gardle, jak łzy napływają mi do oczu, a to wszystko dlatego, że każdy z Was czuł się dokładnie tak jak sobie to wymarzyłam – miód na me serce. Dziękuje za zaufanie i za to, że jesteście ze mną!
A na poniższej fotografii – ekipa, która wspierała mnie na każdym kroku! Gospodarze Kasia i Leszek, Kasia pani nauczycielka od jogi, Daria i Michał, którzy rozpieszczali nasze podniebienia i niezastąpiona Sonia – za cudne zdjęcia! Było najlepiej, chcę więcej!